Na przykładzie „Pieśni dla Arbonne” widać, jak cienka granica dzieli autora, który ma swoją ulubioną tematykę, od autora, który po prostu się powtarza – piszę to z przykrością, bo G.G. Kaya bardzo lubię i wolałabym nie zarzucać mu braku oryginalności. Tym razem jednak zmuszona jestem to zrobić.